Nóżki wołowe wielu smakują, zatem kurczakowa galaretka rosołowa powinna smakować odchudzającym. Jest to naprawdę smaczne danie, ja osobiście bardzo je lubię. Przy okazji niedzielnego rosołku można odlać sobie trochę wywaru i zrobić danie doskonałe na kolację lub śniadanie do pracy.
Zatem porcja przeznaczona na galaretkę wedle uznania, tutaj przepis całościowy.
Mały kurczak
Warzywa rosołowe, tj. włoszczyzna
Przyprawy
Jajko ugotowane na twardo
Nać pietruszki
Groszku konserwowego garść
Żelatyna
Gotujemy rosół na kurczaku obranym ze skóry.
Z rosołu wyjmujemy kurczaka i warzywa, a płyn przelewamy przez sitko by oddzielić resztki warzyw itp.
Po ostudzeniu kurczaka,odejmujemy mięso od kostek. Marchewkę z rosołu kroimy w plasterki.
W zależności od upodobań przygotowujemy albo małe salaterki albo np. dwie większe miseczki. Kroimy jajko na 4 i rozkładamy do pojemników, sypiemy po trochu groszku, marchewki i natki z pietruszki, na to kładziemy rozdrobnione mięso z kurczaka.
Na zalewę proponuję przeznaczyć litr rosołu. Ilość galaretki zależna też jest od upodobań, czy ją lubicie, czy ma tylko pokrywać mięso. W każdym razie rosół przeznaczony na galaretkę przyprawić należy trochę mocniej. W magiczny sposób smak potem łagodnieje, tak że dodajcie jarzynki i pieprzu troszkę więcej niż gdyby rosół miał być jedzony z talerza. Do niego dodajcie odpowiednią ilość żelatyny, zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Nie przesadźcie tylko. Zalewamy salaterki/miseczki z mięsem. Jeśli jest za mało płynu, dolej trochę rosołu już bez żelatyny. Z doświadczenia wiem, że i tak się zwiąże.
Przestudzoną galaretę wstawiamy do lodówki.
Mniam!
Resztę rosoły możesz przeznaczyć na zupę pomidorową lub wypić do kolacji :)
Przestawiam tu subiektywne wrażenia związane z odchudzaniem, również dawno temu z Naturhouse. Zachęciły mnie sukcesy innych. Teraz staram się po prostu zdrowo odżywiać, ze względu na genetyczne skłonności cholesterolowe. Przedstawione przepisy i zdjęcia są wykonane własnoręcznie przeze mnie. Zapraszam do lektury i podzielenia się swoimi doświadczeniami.
Złota myśl
"Nie każdy musi być chudy, najważniejsza jest akceptacja siebie, lecz niech nie będzie sztuczna oraz niech nie będzie pretekstem do zaniedbania zdrowia i powielania złych nawyków"
"Nie każdy musi być chudy, najważniejsza jest akceptacja siebie, lecz niech nie będzie sztuczna oraz niech nie będzie pretekstem do zaniedbania zdrowia i powielania złych nawyków"
wtorek, 10 lipca 2012
poniedziałek, 9 lipca 2012
6 z przodu
Bardzo się cieszę z wyniku, mimo tego, że nie korzystam obecnie z usług sieci NH. Mimo pogody, a przez to zatrzymywania wody (tak dziewczynom mówią Dietetyczki), udało się dojść do tego momentu, na który bardzo czekałam. Teraz ogrom pracy z utrzymaniem tej szósteczki i dojścia do 65 kg. I to mi absolutnie wystarczy.
Cieszę się, że zakorzeniłam w sobie chęć do sportu i spacerów. Jeśli tylko się nie spieszę, idę a nie jadę.. nawet 10 km. Wsiadam do autobusu gdy łydki mi odmówią lub stopy.. no bo przecież nie mam wygodnych butów codziennie ze sobą. Chciałabym by ta chęć na zmianę nie załamała się nawet przez wyjazd.. goferki...lody itp..
Czasem mam ochotę zjeść tabliczkę czekolady. Czasem mnie aż skręca. Nie lubię tych chwil. Chcę by dobre nawyki wygrały i zostały.
i jeszcze coś o grubaskach i nawykach
Grube nieporozumienie
i wklejam dyskusję z koleżankami
SL: chyba troszeczkę przegięte, z tego co wiem grubszymi nastolatkami w Europie ''ciesza sie'' Niemcy,Anglia i Chorwacja..
UW: niemniej artykuł pokazuje prawdę. Grubas nie jest happy, niezależnie od tego co mówi, może się akceptować, ale osobiście w to nie wierzę...bo obyczajowo zawsze będzie uznawany za gorszego i lepiej człowiekowi jest w chudszej skórze.
JN: hmmm ja napiszę tak: pracując z dziećmi i młodzieżą w szkole zauważyłam, że w każdej klasie są min. 3 osoby już otyłe ( nie z nadwagą, bo takich jest 50% klasy) i widzę jak się odżywiają, co jest w sklepiku szkolnym, co kupują. Niestety są to słodkie bułki, chipsy, batony i słone przekąski, popijają słodkim napojem....rzadko zdarza się, że widzę nastolatka czy dzieciaka jedzącego jabłko czy marchewkę lub z wodą w ręku...
UW: ja widzę na ulicy rzeczy, których nie widziałam w takiej skali jak sama byłam mała. W klasie była może 1 grubsza osoba.. a teraz aż rzucają się w oczy. To zaniedbanie.. a potem kompleksy u dziewczynek, błędne koło, zajadanie problemów i złego nastroju...
SL: wiadomo,ze duzo zalezy od rodzicow i fakt faktem: dzieci/dorosli na calym swiecie robia sie coraz grubsi...Oczywiscie USA,Nowa Zelandia sa w czolowce najgrubszych na swiecie,Uk jest na 3miejscu,pozniej Niemcy itp
SL: niestety...my w dziecinstwie mielismy wiecej ruchu, nie bylo komputerow wiec cale dnie spedzalo sie na swiezym powietrzu bawiac w berka/podchody/chowanego.... teraz malo ktore dziecko wie jak sie skacze na skakance czy gra w gume....
UW było źle jak w sklepach nic nie było, teraz jak jest, też jest źle.. :P
JN ja jestem już dzieckiem wychowanym na słodyczach przywożonych z importu, z Niemiec. Też byłam ta najwyższa i niestety najgrubsza w klasie, wtedy jakoś rodzice tłumaczyli sobie, że "wyrosnę" z tego, ale jak się okazało wyrosłam, ale na grubasa w wieku 20 lat. Dzisiaj jestem dumna z tego, że potrafiłam zmienić nawyki żywieniowe, schudnąć kilkadziesiąt kilogramów, by właśnie wyzbyć się kompleksów, o których UW napisała i wyglądać normalnie (bo zawsze mi się wydawało, że stoją moje koleżanki, a obok ja - słoń) Kiedyś to było swojego rodzaju zachłyśnięcie się nowościami, rodzice kupowali i paśli mnie, bo mówili, że oni tego nie jedli w moim wieku, mogli sobie tylko o tym pomarzyć, chcieli żebym ja miała lepiej. Jednak nikt nie zwrócił uwagi na moje tendencje do tycia i brak ruchu, bo z czasem wolałam posiedzieć na trzepaku czy u koleżanki niż ciekać po dworze. I tu koło się zamyka. Dzisiaj wszyscy żrą na potęgę i już kompletnie nic nie robią.
SL: oj słodycze z Niemiec...tez u nas było ich pełno...ale nasza mama jakoś starała sie nam je rozdzielać...to i tak nie przeszkodziło mi wyrosnąć na grubasa... z jednej strony to była taka hipokryzja ze strony mojej mamy...przy obiedzie,porcja dla dziecka jak dla doroslego i talerz trzeba bylo oddac pusty,bo jak to zwykle mama mawiała: my świnek nie mamy,zeby po nas zjadały...no i babcia... Dlatego tez staram sie ze wszystkich sil, żeby moja Hania nie przejęła złych nawyków żywieniowych...slodycze bardzo rzadko,za to duzo owoców i warzyw..
JN: Babcia hahahahhahaha....Babcia była moją "wybawczynią" kiedy człowiek już uzależniony od słodkiego nie mógł wytrzymać jednego dnia bez słodyczy, a rodzice nagle postanowili mi tego trochę ograniczyć :P Poza tym też znam temat "albo zjesz wszystko, albo naskarżę rodzicom, że nie chcesz jeść" albo "nie smakuje Ci? Friko byś chciała, tak?" :P Teraz babcia bardzo cierpi, że wnusia schudła i twierdzi, że ja chyba w anoreksję popadłam...i że oczywiście źle wyglądam :D
UW: Zatem kwintesencja:
Rozsądek
Konsekwencja
Niepowielanie złych nawyków
SL: Ja dodam jeszcze, że mam dwóch kuzynów - we trójkę mamy tą samą babcię. Jeden kuzyn to mój rocznik, a drugi jest 3 lata starszy. Wszyscy mamy podobny problem, żeby nie napisać ten sam. Po wakacjach czy feriach u babci wracaliśmy grubsi, okrągli czy jak kto woli spasieni. Do dzisiaj borykamy się z problemami z wagą...oni byli wychowywani podobnie do mnie, rodzice jeździli na Słowację czy do Czech po słodycze, potem wyjazdy do babci, mało ruchu, pierwsze komputery, gry i zastój, zero ruchu. Początek lat 90 i my pączuszki ;) Coś w tym jest, złe nawyki od samego dzieciństwa formują naszą postawę na całe życie, później człowiek pracuje nad zmianą znów latami...
Ja dopiero teraz z perspektywy czasu I doswiadczen wiem jakie bledy popelnialy nasze mamy/babcie..dlatego staram sie z calych sil,zeby moja Hania nie musiala przechodzic w szkole/na podworku przez to co ja..nie twierdze,ze nie je slodyczy w ogole,bo czasami na deser dostanie loda z polewa I posypka czy po szkole kupie jej jakiegos lizaka czy ciastko..jednakze nauczona jest tego,ze jesli sie naje I juz nie moze zmiescic to ma zostawic-nawet jesli sie naje po dwoch kesach.Tym bardziej,ze raz sie nie posluchala I zjadla cala torebke marshmellows na raz..skonczylo sie niezbyt dobrze:( teraz sama nawet wybiera owoca zamiast cukierka.W szkole tez ucza ich zdrowszego odzywiania I na przekaske daja I'm jablka,banany lub marchewki. Angielskie "5 a day":)
Cieszę się, że zakorzeniłam w sobie chęć do sportu i spacerów. Jeśli tylko się nie spieszę, idę a nie jadę.. nawet 10 km. Wsiadam do autobusu gdy łydki mi odmówią lub stopy.. no bo przecież nie mam wygodnych butów codziennie ze sobą. Chciałabym by ta chęć na zmianę nie załamała się nawet przez wyjazd.. goferki...lody itp..
Czasem mam ochotę zjeść tabliczkę czekolady. Czasem mnie aż skręca. Nie lubię tych chwil. Chcę by dobre nawyki wygrały i zostały.
i jeszcze coś o grubaskach i nawykach
Grube nieporozumienie
i wklejam dyskusję z koleżankami
SL: chyba troszeczkę przegięte, z tego co wiem grubszymi nastolatkami w Europie ''ciesza sie'' Niemcy,Anglia i Chorwacja..
UW: niemniej artykuł pokazuje prawdę. Grubas nie jest happy, niezależnie od tego co mówi, może się akceptować, ale osobiście w to nie wierzę...bo obyczajowo zawsze będzie uznawany za gorszego i lepiej człowiekowi jest w chudszej skórze.
JN: hmmm ja napiszę tak: pracując z dziećmi i młodzieżą w szkole zauważyłam, że w każdej klasie są min. 3 osoby już otyłe ( nie z nadwagą, bo takich jest 50% klasy) i widzę jak się odżywiają, co jest w sklepiku szkolnym, co kupują. Niestety są to słodkie bułki, chipsy, batony i słone przekąski, popijają słodkim napojem....rzadko zdarza się, że widzę nastolatka czy dzieciaka jedzącego jabłko czy marchewkę lub z wodą w ręku...
UW: ja widzę na ulicy rzeczy, których nie widziałam w takiej skali jak sama byłam mała. W klasie była może 1 grubsza osoba.. a teraz aż rzucają się w oczy. To zaniedbanie.. a potem kompleksy u dziewczynek, błędne koło, zajadanie problemów i złego nastroju...
SL: wiadomo,ze duzo zalezy od rodzicow i fakt faktem: dzieci/dorosli na calym swiecie robia sie coraz grubsi...Oczywiscie USA,Nowa Zelandia sa w czolowce najgrubszych na swiecie,Uk jest na 3miejscu,pozniej Niemcy itp
SL: niestety...my w dziecinstwie mielismy wiecej ruchu, nie bylo komputerow wiec cale dnie spedzalo sie na swiezym powietrzu bawiac w berka/podchody/chowanego.... teraz malo ktore dziecko wie jak sie skacze na skakance czy gra w gume....
UW było źle jak w sklepach nic nie było, teraz jak jest, też jest źle.. :P
JN ja jestem już dzieckiem wychowanym na słodyczach przywożonych z importu, z Niemiec. Też byłam ta najwyższa i niestety najgrubsza w klasie, wtedy jakoś rodzice tłumaczyli sobie, że "wyrosnę" z tego, ale jak się okazało wyrosłam, ale na grubasa w wieku 20 lat. Dzisiaj jestem dumna z tego, że potrafiłam zmienić nawyki żywieniowe, schudnąć kilkadziesiąt kilogramów, by właśnie wyzbyć się kompleksów, o których UW napisała i wyglądać normalnie (bo zawsze mi się wydawało, że stoją moje koleżanki, a obok ja - słoń) Kiedyś to było swojego rodzaju zachłyśnięcie się nowościami, rodzice kupowali i paśli mnie, bo mówili, że oni tego nie jedli w moim wieku, mogli sobie tylko o tym pomarzyć, chcieli żebym ja miała lepiej. Jednak nikt nie zwrócił uwagi na moje tendencje do tycia i brak ruchu, bo z czasem wolałam posiedzieć na trzepaku czy u koleżanki niż ciekać po dworze. I tu koło się zamyka. Dzisiaj wszyscy żrą na potęgę i już kompletnie nic nie robią.
SL: oj słodycze z Niemiec...tez u nas było ich pełno...ale nasza mama jakoś starała sie nam je rozdzielać...to i tak nie przeszkodziło mi wyrosnąć na grubasa... z jednej strony to była taka hipokryzja ze strony mojej mamy...przy obiedzie,porcja dla dziecka jak dla doroslego i talerz trzeba bylo oddac pusty,bo jak to zwykle mama mawiała: my świnek nie mamy,zeby po nas zjadały...no i babcia... Dlatego tez staram sie ze wszystkich sil, żeby moja Hania nie przejęła złych nawyków żywieniowych...slodycze bardzo rzadko,za to duzo owoców i warzyw..
JN: Babcia hahahahhahaha....Babcia była moją "wybawczynią" kiedy człowiek już uzależniony od słodkiego nie mógł wytrzymać jednego dnia bez słodyczy, a rodzice nagle postanowili mi tego trochę ograniczyć :P Poza tym też znam temat "albo zjesz wszystko, albo naskarżę rodzicom, że nie chcesz jeść" albo "nie smakuje Ci? Friko byś chciała, tak?" :P Teraz babcia bardzo cierpi, że wnusia schudła i twierdzi, że ja chyba w anoreksję popadłam...i że oczywiście źle wyglądam :D
UW: Zatem kwintesencja:
Rozsądek
Konsekwencja
Niepowielanie złych nawyków
SL: Ja dodam jeszcze, że mam dwóch kuzynów - we trójkę mamy tą samą babcię. Jeden kuzyn to mój rocznik, a drugi jest 3 lata starszy. Wszyscy mamy podobny problem, żeby nie napisać ten sam. Po wakacjach czy feriach u babci wracaliśmy grubsi, okrągli czy jak kto woli spasieni. Do dzisiaj borykamy się z problemami z wagą...oni byli wychowywani podobnie do mnie, rodzice jeździli na Słowację czy do Czech po słodycze, potem wyjazdy do babci, mało ruchu, pierwsze komputery, gry i zastój, zero ruchu. Początek lat 90 i my pączuszki ;) Coś w tym jest, złe nawyki od samego dzieciństwa formują naszą postawę na całe życie, później człowiek pracuje nad zmianą znów latami...
Ja dopiero teraz z perspektywy czasu I doswiadczen wiem jakie bledy popelnialy nasze mamy/babcie..dlatego staram sie z calych sil,zeby moja Hania nie musiala przechodzic w szkole/na podworku przez to co ja..nie twierdze,ze nie je slodyczy w ogole,bo czasami na deser dostanie loda z polewa I posypka czy po szkole kupie jej jakiegos lizaka czy ciastko..jednakze nauczona jest tego,ze jesli sie naje I juz nie moze zmiescic to ma zostawic-nawet jesli sie naje po dwoch kesach.Tym bardziej,ze raz sie nie posluchala I zjadla cala torebke marshmellows na raz..skonczylo sie niezbyt dobrze:( teraz sama nawet wybiera owoca zamiast cukierka.W szkole tez ucza ich zdrowszego odzywiania I na przekaske daja I'm jablka,banany lub marchewki. Angielskie "5 a day":)
czwartek, 5 lipca 2012
WYZWANIE
Podjęłam wyzwanie sama ze sobą.
Pierwsze - osiągnąć cel, tj. schudnąć do 65 kg i może jeszcze więcej.
Drugie - zobaczyć czy potrafię mieć płaski brzuch i uprawiać sport nie tylko okazjonalnie (a na początek - wytrwać na jednych całych zajęciach z brzucha)
Trzecie - racjonalnie zmienić swoje żywienie już na stałe
i Czwarte.. wytrwać na wyjeździe wakacyjnym...
Taaaaaa.. i to obecnie mnie zastanawia.. Jak wytrwać w miejscu, gdzie jest tyle smakowitych pokus, znaczy więcej niż zdrowego jedzenia (oby był gdzieś grill to jeszcze połowa sukcesu).
Jak nie skwasić innym życia, kiedy będą chcieli iść na pizzę. A ja co?.. a ja nieee.. a chodźmy gdzie indziej.. ja nie zjem...? no way! Nie dajmy się zwariować.. są wakacje.
Lecz jak wytrwać w spokoju widząc pachnącą bułę z pasztetem pochłanianą na śniadanie przez współmieszkańca? Jak nie skusić się choć raz na tradycyjny deptakowy goferek..
Nie podejrzewam siebie o tak silną wolę, by nie zjeść pysznej pizzy czy koniecznie RYBKI!.. i ciasteczka choć kawałeczka.
!No ale dieta! Postanowienie! Konsekwencja! Czarne-białe! Nie powinno być ustępstw!
Cierpienie w ciszy pozostaje........ by nie zatruć innym wyjazdu :P
Ile się da, tyle się da.. chyba taka pozostaje konkluzja.. i naprawić zepsute po powrocie..
ech.. Lody Soprano...
Pierwsze - osiągnąć cel, tj. schudnąć do 65 kg i może jeszcze więcej.
Drugie - zobaczyć czy potrafię mieć płaski brzuch i uprawiać sport nie tylko okazjonalnie (a na początek - wytrwać na jednych całych zajęciach z brzucha)
Trzecie - racjonalnie zmienić swoje żywienie już na stałe
i Czwarte.. wytrwać na wyjeździe wakacyjnym...
Taaaaaa.. i to obecnie mnie zastanawia.. Jak wytrwać w miejscu, gdzie jest tyle smakowitych pokus, znaczy więcej niż zdrowego jedzenia (oby był gdzieś grill to jeszcze połowa sukcesu).
Jak nie skwasić innym życia, kiedy będą chcieli iść na pizzę. A ja co?.. a ja nieee.. a chodźmy gdzie indziej.. ja nie zjem...? no way! Nie dajmy się zwariować.. są wakacje.
Lecz jak wytrwać w spokoju widząc pachnącą bułę z pasztetem pochłanianą na śniadanie przez współmieszkańca? Jak nie skusić się choć raz na tradycyjny deptakowy goferek..
Nie podejrzewam siebie o tak silną wolę, by nie zjeść pysznej pizzy czy koniecznie RYBKI!.. i ciasteczka choć kawałeczka.
!No ale dieta! Postanowienie! Konsekwencja! Czarne-białe! Nie powinno być ustępstw!
Cierpienie w ciszy pozostaje........ by nie zatruć innym wyjazdu :P
Ile się da, tyle się da.. chyba taka pozostaje konkluzja.. i naprawić zepsute po powrocie..
ech.. Lody Soprano...
Kolorowy tuńczyk
Tuńczyk w puszce, to skarb turystyczny dla odchudzających się. Gdyby tak pomyśleć, bo nie ma dietetycznych konserw niewarzywnych.. A jeśli komuś jakaś przyjdzie do głowy, proszę mi napisać.
Popularne ciężkie sałatki na bazie majonezu mnie nie kręcą. Zatem często przeze mnie jedzona kolacyjna lekka i letnia wersja.
Puszka tuńczyka w zalewie naturalnej
Nieduży pomidor
Pół ogórka
Pół papryki
Mała cebulka
Sól, świeżo mielony pieprz
Suszony czosnek
Garść liści bazylii
Łyżeczka oliwy
Sok z cytryny
Warzywa kroimy, mieszamy wszystko, doprawiamy do smaku, polewamy sokiem z cytryny i oliwą.
Na kolację jak znalazł.
Popularne ciężkie sałatki na bazie majonezu mnie nie kręcą. Zatem często przeze mnie jedzona kolacyjna lekka i letnia wersja.
Puszka tuńczyka w zalewie naturalnej
Nieduży pomidor
Pół ogórka
Pół papryki
Mała cebulka
Sól, świeżo mielony pieprz
Suszony czosnek
Garść liści bazylii
Łyżeczka oliwy
Sok z cytryny
Warzywa kroimy, mieszamy wszystko, doprawiamy do smaku, polewamy sokiem z cytryny i oliwą.
Na kolację jak znalazł.
Słoneczny kurczak
Żółciutkooooooooo. Żółciutko jak na słońcu, gorąco jak w piekle.
Ludzie na diecie, kurczaka mają po dziurki w nosie. Trzeba urozmaicać sobie obiadki. Dziś kurzy biust po indyjsku. Zwłaszcza, że dziś jest dzień łapania za cycuszki :) Zatem biust w dłoń!
Porcja na 2 dni.
Piersi kurze lub indycze (do 400 g)
Czosnek
Curry/Kurkuma
Chilli
Sól i pieprz
Pierś kroimy, przyprawiamy i zostawiamy na noc. Potem smażymy. Można dodać na koniec trochę wody i jogurtu, zrobi się sos. Ewentualnie jeszcze go doprawiamy. Podajemy na kapuście pekińskiej.
Ludzie na diecie, kurczaka mają po dziurki w nosie. Trzeba urozmaicać sobie obiadki. Dziś kurzy biust po indyjsku. Zwłaszcza, że dziś jest dzień łapania za cycuszki :) Zatem biust w dłoń!
Porcja na 2 dni.
Piersi kurze lub indycze (do 400 g)
Czosnek
Curry/Kurkuma
Chilli
Sól i pieprz
Pierś kroimy, przyprawiamy i zostawiamy na noc. Potem smażymy. Można dodać na koniec trochę wody i jogurtu, zrobi się sos. Ewentualnie jeszcze go doprawiamy. Podajemy na kapuście pekińskiej.
środa, 4 lipca 2012
Uprzedzenia
Uprzedzenia do... również jedzenia. Skąd się biorą?
Kiedy mama wciska mi coś do paszczy, a ja krzyczę NIE, słyszę niezmienne:
- No spróbuj!,
- Nie! dziękuję!
- Jadłaś kiedyś?
- Nie i nie chcę..
- Dlaczego nie chcesz, jak nigdy nie jadłaś?, to jest dobre.
- Po prostu nie chcę.
- No chociaż kawałek.
- NIE!
i tak bez końca.....
Skądś to znamy?
Jedni kochają ozorki, inni mają odruch wymiotny na samą myśl, jedni nie pogardzą wątróbkami rybimi, inni nie wiedzą, że coś takiego istnieje. Nie mówię już o kuchniach orientalnych i robakach... i takich tam..
Dlaczego nie chcemy próbować nowości? Przez wygląd? Jemy oczami, widzimy nimi, coś nam się nie podoba, to nie tykamy, ale bigos piękny nie jest....
W dzieciństwie karmieni, wyrabiamy sobie pogląd na temat jedzenia, co procentuje, bądź nie w dorosłym życiu. Dlaczego w dzieciństwie karmiono mnie jałowa kaszą manną? Jak ja mam to lubić w dorosłym życiu skoro mam złe wspomnienia? Dlaczego nie dodano mi łyżki dżemu albo jakiś orzeszków, bakalii, tylko trochę cukru.. Mam niechęć do dziś. Próbowałam ją złamać kupując Smakiję. Przy takiej ilości śmietanki i cukru nawet smakuje. Dziękuję jednak mamie, że nie raczyła mnie owsianką.. taką brejowatą, jak z seriali... może nie znała przepisu, może sama nie lubiła... i może dzięki temu obecnie jem ze smakiem, bo potrafię ją smacznie ztuningować.
Kiedy wciska nam się w dzieciństwie szpinak, który optycznie i smakowo jest zmieloną trawą (takiej nie jadłam, ale pewnie tak by smakowała), oraz gorzką wątróbkę, to ja się nie dziwię, że tyle osób jej nie lubi.
Ja dopiero w dorosłości dałam tym produktom szansę, sama gotując.
Uprzedzenia biorą się znikąd i skądś. Siedzą w nas i tyle.
Trzeba dać tylko drugą szansę, by wiedzieć, że to jednak totalnie nie to!
Tak u mnie jest z kminkiem i anyżem..
Kiedy mama wciska mi coś do paszczy, a ja krzyczę NIE, słyszę niezmienne:
- No spróbuj!,
- Nie! dziękuję!
- Jadłaś kiedyś?
- Nie i nie chcę..
- Dlaczego nie chcesz, jak nigdy nie jadłaś?, to jest dobre.
- Po prostu nie chcę.
- No chociaż kawałek.
- NIE!
i tak bez końca.....
Skądś to znamy?
Jedni kochają ozorki, inni mają odruch wymiotny na samą myśl, jedni nie pogardzą wątróbkami rybimi, inni nie wiedzą, że coś takiego istnieje. Nie mówię już o kuchniach orientalnych i robakach... i takich tam..
Dlaczego nie chcemy próbować nowości? Przez wygląd? Jemy oczami, widzimy nimi, coś nam się nie podoba, to nie tykamy, ale bigos piękny nie jest....
W dzieciństwie karmieni, wyrabiamy sobie pogląd na temat jedzenia, co procentuje, bądź nie w dorosłym życiu. Dlaczego w dzieciństwie karmiono mnie jałowa kaszą manną? Jak ja mam to lubić w dorosłym życiu skoro mam złe wspomnienia? Dlaczego nie dodano mi łyżki dżemu albo jakiś orzeszków, bakalii, tylko trochę cukru.. Mam niechęć do dziś. Próbowałam ją złamać kupując Smakiję. Przy takiej ilości śmietanki i cukru nawet smakuje. Dziękuję jednak mamie, że nie raczyła mnie owsianką.. taką brejowatą, jak z seriali... może nie znała przepisu, może sama nie lubiła... i może dzięki temu obecnie jem ze smakiem, bo potrafię ją smacznie ztuningować.
Kiedy wciska nam się w dzieciństwie szpinak, który optycznie i smakowo jest zmieloną trawą (takiej nie jadłam, ale pewnie tak by smakowała), oraz gorzką wątróbkę, to ja się nie dziwię, że tyle osób jej nie lubi.
Ja dopiero w dorosłości dałam tym produktom szansę, sama gotując.
Uprzedzenia biorą się znikąd i skądś. Siedzą w nas i tyle.
Trzeba dać tylko drugą szansę, by wiedzieć, że to jednak totalnie nie to!
Tak u mnie jest z kminkiem i anyżem..
wtorek, 3 lipca 2012
BÓB z vinegretem koperkowym i szynką
Bób....
Letni władca podwieczorków :)
Jak przeczytałam, 100 g bobu ma 38 kcal.. 66... i 88... nie wiem, która znaleziona w sieci tabela słuszna, ale choćby raz czy dwa razy w tygodniu, wtedy gdy jest jego czas, gdy pojawi się na rynku, trzeba wyczarować coś pysznego. To co mi wyszło jest.. przepyszne.. z pewnością wrócę do tego pomysłu. Wyszedł spontanicznie, z tego co było..
200-250g ugotowanego i pozbawionego łupinek bobu
2 plastry chudej szynki
mała cebulka
tak z ciekawości zważyłam bób.. 200 g to ok 60 sztuk. Zgodnie z prowadzoną na forum dyskusją, bób na nh jest zakazany, bo ma wysoki Indeks Glikemiczny. Niemniej przepis zostawiam.
a na sos:
sok z cytryny
garść koperku
łyżka oliwy z oliwek
szczypta suszonego czosnku (można świeżego)
dobra sól morska
grubo-mielony świeży pieprz
Pokrojoną szynkę wraz z cebulką podsmażamy na patelni i wykładamy na bób. Sok z połowy cytryny mieszamy z oliwą, pokrojonym koperkiem i przyprawami. Ja lubię dużo cytryny. Mieszamy. Polewamy bób. Pieprz prosto z młynka warto dać na końcu bezpośrednio na potrawę.
Sami zobaczycie jakie pyszne....
poniedziałek, 2 lipca 2012
Owsianka cud miód
Owsianka kojarzyła mi się zawsze z szarą masą zalanych wodą płatków... Breją o konsystencji gęstego szarego kleju w którym stoi łyżka...
To co jem obecnie na śniadania nic tego nie przypomina. Moja wersja jest przepyszna i słodka. Ma trochę ponad 300 kcal lecz zawiera w sobie owoce suszone i owoc świeży. Daje porankowego kopa.
Gotowe owsianki, które zawierają w sobie mleko można zalać wodą. Łącznie to ok 200 kcal.
Ja korzystam w musli z orzechami i rodzynkami (Biedronka), gdzie 40 gram to 150 kcal. Kaloryczności do tego dodaje mleko (200 ml), suszona morela, śliwka oraz świeży owoc (gruszka, nektarynka, truskawki, kiwi).
Polecam Owsiankę na słodkie śniadanie, kiedy znudzą się kanapki. Osoby restrykcyjne mogą oczywiście korzystać z samych płatków bez dodatków ;)
4 łyżki płatków zalej gorącym mlekiem (niecała szklanka), jeśli masz ochotę dodaj słodzik.
Wkrój owoc. Jeśli chcesz pomóc jelitom dodaj 1 pokrojoną morelę i 2 suszone śliwki.
To co jem obecnie na śniadania nic tego nie przypomina. Moja wersja jest przepyszna i słodka. Ma trochę ponad 300 kcal lecz zawiera w sobie owoce suszone i owoc świeży. Daje porankowego kopa.
Gotowe owsianki, które zawierają w sobie mleko można zalać wodą. Łącznie to ok 200 kcal.
Ja korzystam w musli z orzechami i rodzynkami (Biedronka), gdzie 40 gram to 150 kcal. Kaloryczności do tego dodaje mleko (200 ml), suszona morela, śliwka oraz świeży owoc (gruszka, nektarynka, truskawki, kiwi).
Polecam Owsiankę na słodkie śniadanie, kiedy znudzą się kanapki. Osoby restrykcyjne mogą oczywiście korzystać z samych płatków bez dodatków ;)
4 łyżki płatków zalej gorącym mlekiem (niecała szklanka), jeśli masz ochotę dodaj słodzik.
Wkrój owoc. Jeśli chcesz pomóc jelitom dodaj 1 pokrojoną morelę i 2 suszone śliwki.
GRUBASYYYYYYYY
Na wstępie zaznaczę, że nikogo urazić personalnie nie chcę, lecz aż mną trzęsie...
Może przez dietę ostatnio bardziej..... rzucają mi się w oczy otyłe osoby.... na ulicy, w autobusie.. i budzi się we mnie złośliwość straszna chęci powiedzenia coś takiej osobie...
Wiem, osądzać się nie powinno, wiem, że sama jestem przy kości, lecz ja mówię o monsterach. Chodzi mi o nalane, tłuste do obrzydliwości, grube postacie. Przecież taka otyłość to zagrożenie zdrowia i życia.. Choroba! Faceci dyszący, śmierdzący.. Od samego stania w autobusie się pocą, a jak usiądą to na dwóch miejscach... I jeszcze żal czuję. Kobiety.. 40-50 lat.. krowy zaniedbane, aż przykro patrzeć. Krótko obcięte włosy, bezkształtne ciuchy, zero makijażu. Czy one nie mają potrzeby czuć się atrakcyjnie? Wychowanie na ziemniakach z sosem... i powielają to wśród swoich dzieci. Nie uwierzę, że to tylko choroba, cukrzyca itp..
Kobiety, mężczyźni, jestem złośliwa, trudno! Weźcie się w garść! Przestańcie wpieprzać najkaloryczniejsze rzeczy.. zadbajcie o swoje zdrowie i życie.. bo jak nie, rozstaniecie się z bliskimi szybciej niż myślicie, albo będziecie ciężarem schorowanym przykutym do łóżka... a ogólnie to przykro patrzeć..
i tak dodam jeszcze, że sama byłam z 140-o kg facetem i wiem dokładnie jak to w życiu jest. Ale do zmian, potrzebny jest "TEN DZIEŃ".. oby przyszedł.
Podobna opinia
Makdonaldyzm
Może przez dietę ostatnio bardziej..... rzucają mi się w oczy otyłe osoby.... na ulicy, w autobusie.. i budzi się we mnie złośliwość straszna chęci powiedzenia coś takiej osobie...
Wiem, osądzać się nie powinno, wiem, że sama jestem przy kości, lecz ja mówię o monsterach. Chodzi mi o nalane, tłuste do obrzydliwości, grube postacie. Przecież taka otyłość to zagrożenie zdrowia i życia.. Choroba! Faceci dyszący, śmierdzący.. Od samego stania w autobusie się pocą, a jak usiądą to na dwóch miejscach... I jeszcze żal czuję. Kobiety.. 40-50 lat.. krowy zaniedbane, aż przykro patrzeć. Krótko obcięte włosy, bezkształtne ciuchy, zero makijażu. Czy one nie mają potrzeby czuć się atrakcyjnie? Wychowanie na ziemniakach z sosem... i powielają to wśród swoich dzieci. Nie uwierzę, że to tylko choroba, cukrzyca itp..
Kobiety, mężczyźni, jestem złośliwa, trudno! Weźcie się w garść! Przestańcie wpieprzać najkaloryczniejsze rzeczy.. zadbajcie o swoje zdrowie i życie.. bo jak nie, rozstaniecie się z bliskimi szybciej niż myślicie, albo będziecie ciężarem schorowanym przykutym do łóżka... a ogólnie to przykro patrzeć..
i tak dodam jeszcze, że sama byłam z 140-o kg facetem i wiem dokładnie jak to w życiu jest. Ale do zmian, potrzebny jest "TEN DZIEŃ".. oby przyszedł.
Podobna opinia
Makdonaldyzm
czwartek, 28 czerwca 2012
PORADY na początek
Porad dotyczących odchudzania w sieci znajdziecie bez liku. O motywacji, o zasadach itp. Ale ja postanowiłam stworzyć listę własnych myśli, spostrzeżeń i zasad które mi pomagają. Są moje. Uznaję je za prawidłowe, bo nie od dziś czytam, słyszę, próbuję. A ty zrobisz co chcesz.
Zanim zaczniesz się odchudzać:
Plan ogólny 5ciu posiłków, przykłady:
śniadanie:
Zanim zaczniesz się odchudzać:
- Nie myśl o diecie źle - nastawienie to połowa sukcesu. Nie myśl, że już nigdy nie zjesz pączka, że żegnasz pyszności tego świata bezpowrotnie, że będziesz chodzić głodnym. Tak nie jest! To po prostu zmiana! Na wiele rzeczy znajdziesz alternatywę, a nowe dania mogą stać się ulubionymi, a przy dobrym rozplanowaniu głodu nie będzie.
- Określ cel i czas - bez tych elementów nie ma żadnego planu! Musisz konkretnie wiedzieć do czego dążysz. Realnie, spokojnie, nie wariacko. Może to być 5, 10 kg, lub konkretne centymetry. Nie śpiesz się, nie planuj chudnięcia na wesele za miesiąc. Pomyśl o wakacjach, sylwestrze, czy, urodzinach za 3-6 miesięcy. Chcesz zmienić się na stałe bez jojo!
- Uwierz, że zmiana jest możliwa - ale nie tak jak do tej pory, tak na pół gwizdka. Uwierz na serio! Zmienisz tryb życia i odżywiania rozsądnie i na stałe!
- Wypisz swoje słabości - czyli jedzenie które wiesz, że tuczy i jesz go za dużo (ciastka, czekolada, fast foody), podziel na grupy: zrezygnuję z łatwością, postaram się zrezygnować, kocham nad życie. Jeśli kochasz nad życie kurczaka w panierce, postaraj się znaleźć dla niego alternatywę. W sieci dostępne jest mnóstwo odchudzonych przepisów.
- Sprawdź czy wiesz co tuczy - ogólnie zapewne wiesz, ale czy myślisz, że ryż jest taki dietetyczny ?, że owoce nie tuczą?, że płatki kukurydziane są super zdrowe... itp.? Poczytaj w sieci o kaloriach.. W fazie utraty wagi niektórych produktów ogólnie uznawanych za zdrowe należy unikać lub przyjmować w ograniczonych ilościach.
- Rozplanuj swój dzień na 5 posiłków co 3 godziny, zakładając, że ostatni posiłek zjesz 3 godziny przed snem.
- Podmieniaj tłuste na chude - podstawowy myk i sposób na zmniejszenie przyswajanych kalorii. Żadna nowość. Zamiast śmietany to jogurt i najlepiej light (polecam bałkański), oliwa tylko z oliwek i niedużo, cukier zamień na słodziku, smaż na teflonie bez tłuszczu, duś smakowicie bez oleju, itp...
- Nie przemycaj - łyżeczka masła się nie skurczy do kropelki, ciasteczko nie zrobi się niewidzialne. Jeśli tak będzie ciągle to cały wysiłek na nic. A z powodzeniem można z takich dodatków zrezygnować.
- Grzesz, ale tylko wyjątkowo. Niech nie będzie to nagminne, kostka lub dwie gorzkiej czekolady w totalnych chwilach kryzysu powinny pomóc, ale nie połowa tarty z bitą śmietaną. Sprzyjają ci owoce.
- Staraj się trzymać pór posiłków - przekąski co godzinę? hm.. napij się wody, z czasem organizm się przyzwyczai, a jeśli głód doskwiera, zwiększ liczbę jedzonych warzyw.
- Unikaj - co z oczu to z serca. To jest jednak prawda. Przez pierwsze tygodnie unikaj imprez z jedzeniem i alkoholem.
- Miej zawsze wodę mineralną ze sobą - Pij 2 litry minimum.
- Idź do dietetyka lub kup książkę o zdrowym odżywianiu a nie o kolejnej diecie cud, która wyklucza wszystko. Wykluczasz tylko mocno kaloryczne rzeczy, jak:
- tłuste - wędliny, mięsa, sery.... majonez, gotowe sosy, śmietany itp.
- słodkie - ciastka, wyroby i... wszelkie pochodne...
- potrawy mączne - białe pieczywo i buły, makarony, pierogi, ryż. ALE! pamiętaj że pełnoziarniste mąki ci sprzyjają, pieczywo ciemne i ziarniste również. Może nie jedz ich bez ograniczeń, ale nie wykluczaj! Kasze choć są kaloryczne raz na jakiś czas jedz!
- ziemniaki, banany, winogrona i inne wysokokaloryczne, skrobiowe warzywa i owoce - unikaj na czas diety
- Jeśli nie wiesz co ugotować trzymaj się zasady niełączenia - jedz mięso z warzywami ale już nie z ziemniakami, zjedz kaszę, ale nie z sosem i mięsem, a z warzywami. Warzyw jedz dużo.
- Rusz tyłek - dosłownie i w przenośni, zacznij od spacerów, truchciku, a może jest sport, który bardzo lubisz albo może przez wizytę w siłowni znajdziesz coś co pokochasz.
- Nie panikuj. Polub dietę, wymyślaj przepisy, nie chodź głodny.
I tak dla ciekawskich przykładowe menu
Plan ogólny 5ciu posiłków, przykłady:
śniadanie:
- 2 kromki ciemnego pieczywa z chudą wędliną lub serem, górka warzywek (ogórek, pomidor, papryka)
- chlebek z serkiem śmietanowym light i owocami
- owsianka na mleku z owocami
- owoc z jogurtem małym light plus błonnik
- sok owocowy
- porcja mięsa chudego bez skóry 150-200 g., lub ryby uduszonej/upieczonej 200-250 g., a do tego warzywa, sałaty itp
- gulasz warzywny, np. kapusta duszona
- kasza z warzywami
- zupa jarzynowa na chudym mięsie
- podobnie jak 2gie śniadanie, czy tez
- baton dietetyczny,
- jogurt mrożony z owocami
- jajecznica z 2 jaj z pomidorami
- wędlina z warzywami
- sok pomidorowy i odtłuszczone parówki
- tuńczyk z sałatą
- sałatka grecka
- itp.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










